poniedziałek, 15 czerwca 2015

Epilog

Gaszę światło w biurze, zakykam drzwi, a później gaszę światła na całym piętrze i włączam alarm. Zjeżdżam windą do głównego holu, z kieszeni wyciągam kartę magnetyczną, odbijam ją przechodząc przez bramki i opuszczam budynek, mijając się z ochroniarzem wracającym z obchodu. Kierunkowskazy samochód zaparkowanego przy krawężniku zapalają się, gdy odblokowuję drzwi. Odkładam teczkę na tylne siedzenie i zajmuje miejsce za kierownicą, uruchamiając silnik. Nie tracąc czasu wyjeżdżam na wciąż ruchliwą ulicę, jedną ręką próbując zapiąć pasy. May mnie zabije, dochodzi jedenasta w nocy. Deszcz zaczyna kropić, klnę i uruchamiam wycieraczki. Nerwowo zmieniam bieg i przyśpieszam puki jezdnia nie jest jeszcze śliska, ale muszę zwolnić trzy przecznice dalej, bo rozpadało się na dobre. Zdenerwowany wypuszczam z ust powietrze i trąbię na kierowcę przede mną, który nagle zajeżdża mi drogę. Wymijam samochód, pokazując kierowcy gniewny znak i wjeżdżam przed niego. Pogłaśniam radio ustawione na lokalną stację i opieram głowę o zagłówek, chcąc się uspokoić.  Powinienem być w dom cztery godziny temu, wiem, że ostatecznie May to zrozumie, firma ma poważne kłopoty, a ona o tym wie. Jednak oprócz szefem i właścicielem "Mevry International" jestem też jej partnerem, nie mogę jej zaniedbywać, a od sześciu dni robię to aż nazbyt i nie jest to pierwszy raz, gdy wracam tak późno.

Po cichu wchodzę do sypialni, jeżeli śpi, ani mi się śni ją zbudzić. Lekkie światło mojej lampki nocnej oświetla jej pogrążoną w śnie sylwetkę i piękną twarz. Mimowolnie uśmiecham się, widząc ją rozłożoną na całym łóżku. Chodź jest drobnej postury, potrafi zająć całą przestrzeń, a moje łóżko nie należy do łóżek małych, rzekłbym raczej, że jest nie tuzinkowych rozmiarów. Zdejmuję koszulę, spodnie i odkładam je na fotel, zabierając z garderoby bokserki do spania. Biorę gorący prysznic, próbując pozbyć się całego napięcia z dzisiejszego dnia i wracam do mojej dziewczyny. Powoli wsuwam się pod kołdrę, przesuwając ją na jej stronę i gaszę światło, które zawsze zostawia zapalone. Opadam na poduszkę i wzdycham czując wilgoć na karku. May spała na niej, poszewka jest mokra od jej wciąż wilgotnych włosów. Wzdycham, przekładam poduchę na drugą stronę i przyciągam kobietę do siebie. Jest wszystkim co teraz mam, zawsze będzie dla mnie wszystkim, a nawet czymś więcej niż wszystko. Uśmiecham się do siebie, gdy jej nagie pośladki ocierają się o moje udo i sięgam pod kołdrę, by obciągnąć jej podwiniętą koszulę nocną. Szybko zapamiętała, że nie lubię, gdy śpi w jakiejkolwiek bieliźnie. Nie lubię, gdy dzieli nas coś więcej niż jej koszula. Całuję jej ramię, obejmuję ją w pasie i przyciągam jeszcze bliżej siebie, wsłuchując się w cichutkie dźwięki jej chrapania, to nic w porównaniu z moim chrapaniem. Znowu się uśmiecham, przy niej zapominam prawie o wszystkim.


Otwieram oczy, czując za sobą wiercenie się i znikający ciężar z mojego biodra. Przecieram oczy i przewracam się na plecy, spoglądając nieco groźnie na Zayna. Z rękoma włożonymi pod głowę leży na plecach i spogląda na mnie niespokojnie pięknymi oczami.

- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.

Unoszę się na łokciu, by sprawdzić godzinę na zegarku po jego stronie i opadam na poduszki, gdy okazuje się, że jest piąta rano. Sypialnie wciąż spowija lekki mrok, a niebo za oknem powoli jaśnieje. Przysuwam się do mężczyzny, kładąc głowę na jego piersi i zarzucam ramię na umięśniony brzuch. Od razu obejmuje mnie ramieniem i przytula do siebie.

- Jest niedziela, miałeś mieć wolne.

Mamroczę zaspana, ale oburzenie pobrzmiewa lekką nutką w moim głosie.

- Nie wybieram się do pracy, możesz spać spokojnie. Będę tu, gdy się obudzisz.

- Ale zamartwiasz się pracą, dlatego nie śpisz prawda ?

Wzdycha i drugą ręką przeciera oczy.

- Tak, May, ale to mój problem, poradzę sobie, nie musisz się niepokoić.

Czuję, że znowu próbuje mnie odsunąć od swojego życia, ukrywając coś przede mną, dlatego zgarniam z siebie jego ramię i zupełnie przytomna siadamy przy jego boku, patrząc na niego groźnie.

- Twoje problemy są moimi problemami. Mieliśmy umowę, nic przede mną nie będziesz ukrywał. Chcę wiedzieć co cię niepokoi ?

Podnosi się do siadu i nawet jeżeli oboje siedzimy, przewyższa mnie.

- Jesteś w Nowym Jorku dopiero od ponad tygodnia, a już się rządzisz.

Pochyla się do mnie i obejmuje dłonią mój policzek, przesuwając po nim kciukiem.

- W tym domu i w naszym związku to ja rządze, Zayn.

Odparowuję żartem i całuję go w usta. Tak naprawdę to on rządzi i trzyma wszystko w ryzach, ale o ile mam swoje zdanie i czasem mogę postawić go do pionu, nie przeszkadza mi ten układ sił.

- Co cię trapi ?

Wygładzam głęboką zmarszczkę na jego czole i dotykam pokrytego gęstym zarostem policzka. Jego pierś unosi się i opada przy każdym niespokojnym oddechu. Przyciska swoje czoło do mojego, obejmując mnie za kark i dotyka swoim nosem mojego.

- Jestem biedniejszy o dwa miliony. Musiałem zapłacić odszkodowanie za wypadek spowodowany przez moich pracowników, udowodniono im ich winę, a ubezpieczenie nie wiele pomogło. Mam dużo pieniędzy, ale strata dwóch milionów daje firmie w kości. W prasie wczorajszej pisali o "Mevry International i niedopilnowaniu ze strony szefa".

- Żartujesz sobie, to nie jest twoja wina.

Ściąga moją dłoń ze swojego policzka i całuje jej wnętrze.

- Już dla mnie nie pracują. Nie doszłoby do wypadku, gdyby odpowiednio zabezpieczyli materiał.

Wzdycha i uśmiecha się lekko. 

- Dwa miliony to nic w porównaniu ze stratą ciebie.

Uśmiecham się, widząc, że zdenerwowanie lekko ustąpiło miejsca spokojowi w jego oczach.

- Pogniewałbym się o długość tej koszuli, gdyby nie to, że sam ci ją kupiłem.

Podciąga odrobinę brzeg ekstremalnie krótkiej koszuli i przeciąga kciukiem od wzgórka po łechtaczkę. Wstrzymuję powietrze zaskoczona pieszczotą, jęczę cicho zachwycona i rumienię się zawstydzona. Bez większego trudu wciąga mnie sobie na kolana, przyciska do siebie i całuje, penetrując językiem wnętrze moich ust.

- Mam zamiar spędzić dzisiaj z tobą cały dzień w tym łóżku.

Sapie z rozkoszy jaką dają jego dłonie moim piersią i trochę z zawodu.

- Chciałam dzisiaj gdzieś wyjść.

Odsuwa się na moment i spogląda mi w oczy.

- Dokąd ?

- Do parku. Wciąż nie pokazałeś mi Nowego Jorku, jak należy. Chcę obejrzeć też Statuę Wolności.

- Co tylko zechcesz maleńka. Po lunchu zabiorę cię na zwiedzanie.

- Świetnie.

- Rządzisz mną, kochanie.

Zrzuca mnie na łóżko, zagarnia pod siebie i wygodnie mości się między moimi udami.

- Sam mi na to pozwalasz.

Śmieję się, gdy szczypie mnie w bok.

- Trzeba to zmienić.

Zsuwa ramiączka mojej koszuli, odsłaniając nagie piersi i przyciska usta do różowego sutka. Mój śmiech natychmiast cichnie, zmieniając się w pełne zachwytu westchnienia. Całuje i przygryza wrażliwą skórę na piersiach, a jego dłonie głaskają unerwione miejsca pod kolanem i na wewnętrznej stronie uda. Och. Jego zarost przyjemnie drażni mój brzuch i nie rozumiem, kiedy to miejsce stało się moim punktem erogennym. Zamykam oczy i otwieram je dopiero wtedy, gdy czuję główkę jego nabrzmiałego członka ustawionego przy moim wejściu, gotowego posiąść mnie w każdej chwili. Głaskam jego plecy i pośladki, a z głębi jego gardła wydobywa się jęk, gdy wypycham biodra ku niemu. Opuszcza usta na moje, całując mnie bez tchu z pasją, jakiej nigdy nikt mi nie okazał. Przesuwa dłonią po moim boku, kciukiem zahaczając napięty sutek, a później sięga między nas, trącają łechtaczkę i rozcierając na niej wilgoć. Zagryzam wargę w obawie, że zacznę jęczeć zbyt głośno i gwałtownie nabieram powietrza, gdy jednym silnym pchnięciem wchodzi we mnie głęboko po same jądra, sprawiając tym ból i przyjemność, której nie da się opisać. Wypełnił mnie, jak tylko on potrafi.

- Utwórz usta.

Z westchnieniem rozchylam wargi i przymykam oczy, gdy wsuwa w moje usta język, przesuwa po krawędzi zębów i dalej po podniebieniu, a potem dotyka języka i wydaje jęk pełen pierwotnej tęsknoty i miłości. Och Zayn. Powoli się wycofuje i wykonuje ostre natarcie, a później jeszcze raz i jeszcze. Boże tak. Porusza się płynnie i mocno. 

- Kocham cię, May.

Mruczy przy moich ustach, powodując wibracje i spycha mnie poza granice. Jęczę, a moje ciało napina się, gdy przechodzą mnie fale rozkoszy. Drżę dochodząc do siebie, a on zmienia siłę natarć, poruszając się wolno. Zaciskam go w sobie mocno i kołyszę biodrami, a później się rozluźniam i znowu zaciskam go w sobie. Podczas tych wszystkich razów zdążyłam go poznać, by wiedzieć jak się odwdzięczyć za wszystkie słodkie tortury jakie mi sprawia. Uwielbiam patrzeć, jak dochodzi, być świadkiem tej chwili, kiedy traci kontrolę, a ekstaza wykrzywia mu twarz, gdy się zatraca. Wydaje dziki okrzyk, drży mocno, słabnie na siłach i opada na mnie, przygniatając mnie swoim ciężarem i niech mnie diabli wezmą, ale uwielbiam czuć jego ciężar ciała na sobie. Całuje mnie w ramię, osuwa się lekko w bok, częściowo mnie odciążając, ale wciąż zakrywając swoim ciałem i przykrywa nas kołdrą.

- Przy nikim nie było mi tak dobrze.

Mruczy, a później słyszę już tylko senny oddech i lekkie pochrapywanie mężczyzny, którego kocham ponad życie. Nasz związek nie jest idealny, ale oboje się uczymy i Bóg jeden wie, jak bardzo jestem mu wdzięczna, za to, że zmusił mnie do regularnego chodzenia na wizyty u psychologa i za to, że mnie wspiera. Nie uwierzyłabym, gdyby ktoś powiedział, że dzięki temu poczuję się tak spokojna, jak teraz się czuję.




- Zajmę się tym panie Malik, jeszcze dzisiaj ekipa zmieni oświetlenie głównego holu. Do końca tygodnia, hotel będzie gotowy do odbioru.

Kiwam głową z aprobatą i rozglądam się po prawie wykończonym głównym holu hotelu.

- Kiedy zostaną dostarczone ostanie meble ?

- W środę z samego rana.

- Wrócę jeszcze na dach, sprawdzić jak mają się sprawy z ogrodem, w razie potrzeby proszę kontaktuj się z moim asystentem, Benjaminem.

- Zrozumiałam.

Ściskam dłoń olśniewającej, zaprzyjaźnionej projektantki wnętrz i udaję się do wind, wjeżdżając na dach. Budowa przebiega doskonale i pierwszy hotel zostanie oddany w ręce Todda Lenrsa, multimiliardera z Miami już za dwa tygodnie. Doskonale. Poprawiam krawat i wysiadam z windy, mijając pracujących z polecenia Carmen ogrodników. Świetnie się spisała i podpisałem z nią umowę na pracę przy kolejnych dwóch hotelach. Jest niezastąpioną projektantką ogrodów i byłbym głupcem, szukając kogoś innego.  Przechodzę wokół wbudowanego w ziemie basenu i baru z drinkami w stylu Bahama ze słomianym dachem, doglądając jakichkolwiek niedociągnięć. System nawadniający wciąż jest montowany, a ostatnie rośliny mają przylecieć z Europy jutro. Wypatruję na końcu budynku krótkie, równo ścięte blond włosy Carmen i zdecydowanie dłuższe brązowe włosy May. Uśmiecham się, jak idiota na widok bojowej postawy mojej kobiety i wolno podchodzę do obu pań, które cichną, gdy tylko pojawiam się w zasięgu ich wzroku.

- Jak się masz, Carmen ?

Ściskam serdecznie kobietę i całuję w usta May, widząc jak gotuje się z zazdrości. Obejmuję ją i z lekkim śmiechem całuję w skroń, stając przy jej boku. Mogę dostrzegać i darzyć sympatią wiele kobiet, ale najważniejsza zawsze będzie dla mnie May. To ona jest kobietą mojego życia i to o niej myślę przez większość każdego dnia.

- Bardzo dobrze, dziękuję, że pytasz. Gratulowałam właśnie, May waszych zaręczyn, nie miałam pojęcia, że się oświadczyłeś.

Spoglądam na dłoń May, gdzie dumnie w świetle słońca prezentuje się pierścionek zaręczynowy i obdarzam uśmiecham moją wybrankę. Nikt nie wie, że się zaręczyliśmy poza moim rodzicami, Scootem, Caty i Nessie. Nikt nie wie też, poza moim rodzicami i Scootem, że zaplanowałem już ceremonię ślubną w moim rodzinnym mieście w Hiszpanii oraz podróż poślubną na wyspę Naksos. Moje pierwsze oświadczyny były błędem, ale niczego nie byłem bardziej pewny jak tego, że chcę poślubić May.

- Nie chcę tracić czasu, zamierzam się ustatkować. 

Widzę zachwyt w oczach Mayer i wiem, że jest idealną kandydatką na moją partnerkę życiową.




Wpinam żywy kwiat białej lilii we włosy i jeszcze raz nakładam róż na policzki, bo mam wrażenie, że poprzednia warstwa zdążyła już się zetrzeć. Zapinam srebrny łańcuszek z kryształkiem w kształcie łezki od Zayna i odsuwam się od lustra, chcąc przyjrzeć się sobie w całości. Poprawiam dół długiej sukni uszytej w większości z białej koronki i zwiewnego tiulu. Okrągły dekolt z przodu lekko odkrywa piersi, natomiast głębokie wycięcie na plecach, sięgające aż nad pupę jest zmysłowe, a zarazem niewinne i delikatne. Górna część sukni wykonana została z koronki i dopasowana jest do tali, natomiast od bioder koronka przechodzi w tiul i swobodnie spływa aż do ziemi. Zdejmuję z nóg letnie różowe klapki i wrzucam je pod łóżko, stając boso na przyjemnie chłodnej posadzce. Poprawiam kwiat we włosach, który przyniósł mi o poranku Zayn i zostawił go na poduszce z liścikiem, w którym napisał, że będzie czekał na mnie na plaży o osiemnastej. Nie planowałam mieć nic we włosach, ale Zayn podarował mi lilie, gdy pytał czy zostanę jego dziewczyną, a później przy prostych oświadczynach w jego...  naszym domu. Wyszłam na kawę z Caty, gdy Zayn był w pracy, a gdy wróciłam czekała na mnie kolacja, szampan, porozrzucane gdzieniegdzie lilie i on z największym bukietem lili jaki kiedykolwiek widziałam. Łatwo było się domyśleć do czego zmierza ta kolacja, ale do ostatniej chwili trzymał mnie w niepewności, aż nie zasiedliśmy na kanapie zwróconej w stronę okna i zachodzącego słońca. Wtedy ni stąd ni zowąd zapytał, czy zechcę nim rządzić do końca życia.  Jak nie ulec takiej pokusie ? Podchodzę do okna i wyglądam przez zasłony na plażę nie opodal, gdzie zabrała się już niewielka grupa ludzi. Spoglądam na zegarek, orientując się, że pozostało już tylko dwadzieścia minut do osiemnastej. Oddycham głęboko, zamykam oczy, a później odwracam się i boso wychodzę z letniego domku, wynajętego przez Zayna, wolno zmierzając krętą drużką wśród roślin na plażę.

Gorący piach przyjemnie obsypuje moje stopy, gdy idę w kierunku Zayna uśmiechnięta od ucha do ucha. O ile rano naszły mnie wątpliwości, w tym momencie nie mam żadnych. Rozglądam się po jedynych bliskich mi ludziach i rodzinie Zayna. Przyleciał Scoot z żoną Lisą i Caty z wnuczętami Sophie i Benem, niewiele młodszy brat Zayna z żoną Melindą i sześcioletnią córką Livią, rodzice Zayna i pastor i kilku ludzi, których nie zdążyłam poznać, ale Zayn za to wydaje się znać ich bardzo dobrze. Rodzina Zayna mnie zaakceptowała, za wyjątkiem jego mamy, która jest niezbyt mile do mnie nastawiona, próbowałam z nią porozmawiać, ale nie poskutkowało. Mrugam oczami i wracam wzrokiem w miejsce, gdzie stoi mężczyzna, który mnie uszczęśliwia.






- Wejdziemy tam oboje.

- Nie, ja chyba nie powinnam.

Ze strachem spoglądam na salę porodową. Nie jestem na to wszystko gotowa, mimo że od dwóch miesięcy przygotowywałam się na tą chwilę. Wspólnie z Zaynem przerobiliśmy pokój gościnny na pokój dla dziecka i ustroiliśmy go w biało-żółte mebelki i zabawki. Oboje często rozmawialiśmy o tym jak sobie z tym poradzimy. Na jego prośbę dwa tygodnie temu zrezygnowałam z pracy w jednym ze sklepów w domu handlowym, by przejąć pełną opiekę nad dzieckiem. On sam zgodził się przez pierwsze dwa tygodnie wziąć urlop w pracy i mi pomóc. Sąd wstępnie zgodził się przyznać mi prawo do opieki nad dzieckiem i mimo że wszystko przygotowaliśmy, właśnie teraz czuję, że nie podołam.

- May...

- Idź sam Zayn, nie chcę tam wchodzić.

Opadam na krzesełko w poczekalni i splatam dłonie razem. Nie dam rady. Mężczyzna zajmuje krzesełko obok i przytula mnie do siebie, całując w czoło.

- Dasz sobie radę, May. Będziesz wspaniałą mamą, a nasze dziecko cię pokocha.

- Skąd możesz to wiedzieć ?

Spoglądam w oczy męża, pełne tego samego strachu co moje, ale też radości. 

- Jestem tego pewny. Stworzymy najlepszą rodzinę w Nowym Jorku.

Śmieję się i obejmuję go w pasie.

- Już to widzę. Ma pan świetne poczucie humoru panie Malik.

Mamroczę rozbawiona, ale naprawdę mam nadzieję, że stworzymy dobrą rodzinę.

- Panie Malik ? Gratuluję, ma pan syna. Mogą państwo wejść.

Zayn wstaje, ale wyciąga do mnie dłoń.

- Bez ciebie nie idę.

Wzdycham i się podnoszę, próbując zignorować narastający we mnie strach.

W oczach Zayn dostrzegam łzy, gdy bierze syna w ramiona, przytula do piersi i delikatnie kołysze. Jego twarz rozjaśnia radość, a ciało przybiera opiekuńczą postawę. Trzymam się z boku, obserwując z daleka rozgrywającą się sytuację. Nessie wygląda na wykończoną.

- May, chcesz potrzymać nasze dziecko ?

Kręcę głową, ale mój mąż i tak podchodzi do mnie z noworodkiem. Dotykam malutkiej rączki dziecka i wpatruję się w zamknięte oczka i poruszające się małe usteczka, ale nie mam odwagi wziąć go na ręce. 

- Jestem szczęśliwy, że będę mógł go wychować z tobą.

Zayn całuje mnie w usta i przytula do swojego boku. Przynajmniej o miłość męża nie muszę się martwić. Wiem, że mnie kocha, udowodnił mi to nie raz, a to czy pozostanie wierny.. na to wpływu nie mam. Ja mogę go tylko kochać całym sercem i ufać, że nigdy mnie nie opuści.




- Zayn, cholera jasna !

Zaciskam zęby, powstrzymując śmiech.

- Ciąża twojej mamie nie służy, Leo.

Śmieję się do chłopca i wkładam go do kojca ustawionego w salonie. Wkładam mu kilka zabawek do środka i całuję w czoło.

- Zaraz wracam mały.

Idę do kuchni, gdzie Caty gotuje obiad i proszę ją, by zerkała na Leo. Wspinam się po schodach do sypialni, wypatrując w pomieszczeniu żony. Zamierzam krzyknąć, gdy słyszę szloch docierając z łazienki. 

- May ?

Serce podskakuje mi do gardła, gdy widzę jak płacze, siedząc na zamkniętej toalecie. 

- Co się stało ? Boli cię coś ?

Klękam przed nią i odgarniam jej włosy z oczu. Kręci głową i zaczyna jeszcze głośniej szlochać.

- Powiedz mi co się dziej ? Mam wezwać pogotowie ?

- Nie. Ja tylko.. jestem taka gruba, Zayn.

Przysiadam na piętach i patrzę na nią zszkowany, a później wybucham śmiechem, wydobywającym się z samego gardła. 

- Co ty wygadujesz ? 

Podnoszę swoją ciężarną żonę z toalety i zanoszę ją do sypialni. 

- Zobacz jak ja wyglądam. 

- Patrzę i uważam, że jesteś piękna.

Całuję ją i ocieram jej łzy. Jest naprawdę emocjonalna. 

- Gdzie Leo ? 

- Caty ma na niego oko. Widzisz, to świetna okazja, bym pokazał ci jak bardzo mi się podobasz. 

Podciągam jej koszulkę do góry i składam jeden pocałunek na lekko zaokrąglonym brzuchu, a później przechodzę wyżej i całuję jej piersi. Uważam, że jest piękna i w żadnym stopni nie przeszkadza mi jej brzuchy, tym bardziej, że jest tam nasze kolejne dziecko. 
May świetnie radzi sobie w roli matki, jest znakomita i cóż, nie ma co kochamy ją z Leo ponad życie. 
________________________________________________________________

Jutro napiszę kilka słów na podsumowanie. 

28 komentarzy:

  1. Piękne. Chyba się rozpłaczę. Nie wiem jak to opisać

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny epilog <3 RYCZĘ!!! hlip hlip

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne. Chyba się rozpłaczę. Nie wiem jak to opisać

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski epilog! Ale tak strasznie mi szkoda, że to już koniec :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwwwwww...... to slodkie bede za nimi tesknila nie wierze ze to juz koniec bede smutac dzis tyle osob wstawilo zakonczenia swoich ff normalnie jakas epidemia epilogow

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana bardzo Ci dziękuję za stworzenie i napisanie do końca tak wciągającej i momentami emocjonującej historii. Pamiętam jak jakiś czas temu przez przypadek natrafiłam na to opowiadanie. Od razu mnie zaciekawiła fabuła, różniła się od innych. Byłam ciekawa jak dalej wszystko się potoczy. Wiesz co, za każdym razem wyczekiwałam nowego rozdziału, coraz bardziej mnie wciągało to wszystko. Nie jest to ckliwa romantyczna opowiastka, cały czas towarzyszyła czytelnikom nutka niepewności. Trudno określić czy to realne czy nie. Bo tak naprawdę przeplatałaś wątki, które jak najbardziej mogłyby się zdarzyć w prawdziwym życiu z takimi, które występują tylko w filmach o miłości. Jednym to przeszkadzało, drugim wprost przeciwnie. Jak dla mnie powinnaś być z siebie dumna!!! Masz talent! Myślę, że życie jest wystarczająco zawikłane i potrzebne są odskocznie ze szczęśliwym zakończeniem jak Twoje opowiadanie. Zrobiłaś ogólnie fajną rzecz, ponieważ mamy Happy End, a jednocześnie życie Zayna i May nie jest przedstawione w idealny sposób, są problemy w pracy, relacje z teściową, lęk i obawy i momenty szczęścia.
    Epilog wyszedł wyśmienicie. Nie mogę się doczekać Twojego kolejnego dzieła. Póki co będę tęsknić za Promise. Powodzenia we wszystkim Xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu, to jest najlepszy epilog jaki czytałam! <3 Wgl jesteś cudowna, że stworzyłaś takie dzieło. Jestem strasznie wdzięczna za to i mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać Twoje kolejne opowiadania. BOSKIE opowiadanie, BOSKA ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skończyłam czytać z tak wielkim bananem na twarzy, że aż mnie kurde policzki bolą xd To było takie cudowne <3 Nie mogę uwierzyć, że to już koniec :c Ale i tak piękne <3 Jesteś genialna! ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeej.. to takie urocze :") Cudowny epilog *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Boze genialny epilog az sie poplakalam

    OdpowiedzUsuń
  11. Idealny ! Płaczę po prostu. Żałuję, że to już koniec tak cudownego ff ! Całuję, @MrsMalik988 😘😞

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że już koniec tego opowiadania, ale epilog jest cudowny <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  13. wiedziałam, że epilog będzie wspaniały, ale nie aż tak ;o jest doskonały, taki idelany! nie mogę uwierzyć, że to już koniec.... będzie mi tego opowiadania brakowało, a pamiętam jak dopiero były początki :) mam nadzieje, że szybko do nas wrócisz z nowymi pomysłami i wypoczęta! a teraz kochana wypoczywaj i nabieraj sił i inspiruj się wszystkim co przytrafisz na swojej drodze :) buziaki i pozdrawiam ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Płacze. Lepszego epilogu nie mogłam sobie wymarzyć. :'( <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wierze, ze to koniec ;'(( Ale epilog cudowny *_*

    OdpowiedzUsuń
  16. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Jeeeeezuuuusie <3 <3 <3
    Piękne, cudowne <3
    Brak mi słów Kochana <3
    Ahh, Kocham Cię <3 i dziękuję za to fanfiction, jesteś cudowna <3 <3 <3
    Pozdrawiam <3 <3 <3
    ( uzależnienie od serduszek :D )

    OdpowiedzUsuń
  17. Awwww ! Hatwgjsiebsysboajsus *-* piękne słodkie i kochane !!!! ❤❤❤❤❤❤❤❤❤ Czekam na 'kilka słów' ;**** ❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  18. o nie to juz koniec:( ale i tak super:) czy masz amiar jeszcze pisać tylko z innym członkiem 1D?

    OdpowiedzUsuń
  19. Coś pięknego ;*

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak więc na początek chciałam ci pogratulować pomysłowości, opowiadanie świetne, miałam ciarki, z jednej strony cieszę się, że dowiedziałam się jak skończy się ta historia, ale z drugiej strony jestem załamana bo to już NIESTETY koniec :( <3 <3 <3 Więc mam taką małą (ogromną) prośbę żebyś napisała jakieś jeszcze opowiadanie najlepiej również z naszym Zaynem:D Bo jak nie to się załamię. Jeszcze raz gratuluję świetnego bloga. Kocham cię <3 :*

    Chciałam również przeprosić, bo bardzo mało komentowałam posty :P *.*

    OdpowiedzUsuń
  21. Naprawdę cudne jest to opowiadanie. Dziękuję Ci, że je napisałaś, choć będzie mi bardzo ciężko się z nim rozstać. Pokochałam je. Lovki <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Czy będziesz pisać jeszcze jakieś opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  23. Od początku do końca, wszystko idealnie :) Ogromnie się cieszę z takiego zakończenia lepiej być nie mogło. :*

    /E

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam Twojego bloga! Niesamowity, czytałam z zapartym tchem *-*

    Ps. Dopiero zaczynam ale zapraszam również do siebie :http://zawsze-jest-druga-strona-medalu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeju super epilog! Naprawdę fajnie piszesz, ja mogę polecić bloga http://night-dream-jb.blogspot.com/ nie mój ale jest super!!!

    OdpowiedzUsuń